REKLAMA
REKLAMA

Wichniarek: Mecz z Holandią nie tylko weryfikacją selekcjonera

dodał: Łukasz Pawlik  |  źródło: Goal.pl  |  18.11.2020 07:00
Wichniarek: Mecz z Holandią nie tylko weryfikacją selekcjonera

Artur Wichniarek  |  fot. PressFocus

Nowy profil goal.pl na Facebooku!
Reprezentacja Polski dzisiaj wieczorem zmierzy się z Holandią w meczu szóstej kolejki Ligi Narodów UEFA. Artur Wichniarek w rozmowie z Goal.pl stwierdził bez owijania w bawełnę, że mecz z Włochami był blamażem Biało-czerwonych. Jednocześnie 18-krotny reprezentant Polski nie wyobraża sobie, aby z zespołem Franka De Boera podopieczni Jerzego Brzęczka zaliczyli drugi tak słaby występ. Ogólnie ekspert Polsatu Sport szanse na lepsze czasy dla reprezentacji Polski upatruje między innymi w tym, że pojawia się coraz więcej młodych i przede wszystkim zdolnych zawodników.

  • Artur Wichniarek w rozmowie z nami ocenia mecz z Włochami i przedstawia swoją prognozę na spotkanie z Holandią
  • Były reprezentant Polski przekonuje, że mecz z Oranje będzie weryfikacją nie tylko dla selekcjonera Biało-czerwonych, ale też piłkarzy
  • Ekspert Polsatu Sport zgadza się z Robertem Lewandowskim w kwestii takiej, że u polskich piłkarzy jest duży potencjał, który nie jest jednak w pełni spożytkowany
Tyle się ostatnio mówiło o krytyce po niedzielnym spotkaniu. Czy Pana zdaniem były jakieś pozytywy w starciu reprezentacji Polski z Włochami?

Artur Wichniarek (były reprezentant Polski, ekspert Polsatu Sport): - Pozytywy były takie, że sędzia sprzyjał polskiej drużynie. Nie wyrzucił Roberta Lewandowskiego w pierwszej połowie, nie podyktował rzutu karnego w drugiej części gry. Nie wyrzucił też Jacka Góralskiego po pierwszym ostrym ataku obiema nogami na przeciwnika. To był jedyny pozytyw po spotkaniu z Włochami. Innych nie dostrzegłem.

Słyszałem głosy, że Polacy ćwiczyli w tym meczu stanie w niskim pressingu. Jak się Pan odniesie do takich komentarzy na temat gry podopiecznych Jerzego Brzęczka?

- Stanie tak. Na pewno nie była to gra w niskim pressingu. Cały zespół stał od pierwszej do ostatniej minuty. To jest zatrważające, jak można przejść tak obok spotkania. Ja nie oczekuję od reprezentacji, aby w każdym meczu była lepsza i każde spotkanie wygrywała. Ja po prostu chcę widzieć drużynę, która ma pomysł na grę.

Oglądałem mecz Ukrainy z Niemcami, która podobnie jak z Polską, tak i w tym spotkaniu przegrała. W każdym razie drużyna Andrija Szewczenki zaprezentowała się bardzo dobrze, a Joachim Loew po tym meczu gratulował selekcjonerowi Ukrainy dobrego zespołu. Czemu? To Ukraina pierwsza zdobyła bramkę. To Ukraina prowadziła grę. Niemcy oczywiście mają piłkarską jakość i zdołali się uratować, ale Ukraińcy trzy razy trafiali w słupek, grając z polotem i fantazją. Zatem po listopadowych spotkaniach do Szewczenki nikt pretensji nie będzie miał, bo widać było po grze jego zespołu, że był plan na grę. W przypadku reprezentacji Polski sytuacja wygląda zgoła odmiennie.

Faktem jest, że Biało-czerwoni zagrali bez ładu i składu. W każdym razie patrząc na rywali z wyższej półki, to reprezentacja Polski w żadnym spotkaniu nie pokazała się z dobrej strony, jeśli chodzi o plan na grę. Skąd zatem wzięły się pozytywne opinie po październikowych meczach?

- Ja od początku mówiłem, że eliminacje mistrzostw Europy wygramy. Gratulowałem tego z całego serca. Z drugiej jednak strony nie było widać stylu wygrywania. Torpedowano mnie hasłami w stylu: "Nie od razu Kraków zbudowano, a styl przyjdzie". Faktem jest, że spotkania październikowe trochę nałożyły nam różowe okulary na nos. Nawet ja dostrzegałem, że potrafiliśmy utrzymać się przy piłce z Finlandią, czy Bośnią. Potrafiliśmy wymienić między sobą kilkanaście podań. Udawało nam się tworzyć akcje uskrzydlające, zakończone bramkami, jak na przykład sytuacja z udziałem "Lewego" z Karolem Linettym. To widzieliśmy.

Jeśli porównamy mecze sprzed czterech tygodni z Włochami z tym niedzielnym, to w tamtym czasie wyglądaliśmy rewelacyjnie. Gdyby dodać akcje Mateusza Klicha, który chciał dwa razy poszukać Roberta Lewandowskiego, to mogliśmy nawet wyjść na prowadzenie. Zasadniczo widać było w tamtym spotkaniu, że byliśmy w stanie zagrozić Włochom. To, co jednak widzieliśmy w Reggio Emilia, to był po prostu blamaż. Najlepszy w tym meczu był wynik.

Zgodzi się Pan z opinią, że Jerzy Brzęczek ma po ostatnim spotkaniu więcej znaków zapytania, niż odpowiedzi?

- Ja mam wrażenie, że ten znak zapytania Jerzy Brzeczek powinien postawić przy sobie. To jak się buduje zespół, pokazała nam reprezentacja Włoch. Ja oczywiście zgadzam się z tezą, że Włosi mają lepszych zawodników. Niemniej niedzielny mecz wyglądał tak, jakby Włosi grali przeciwko – z całym szacunkiem – San Marino lub Gibraltarem, a nie z reprezentacją Polski, która z 26 punktami wygrała swoją grupę eliminacyjną do Euro.

Trudno spodziewać się lepszej gry drużyny Jerzego Brzęczek w środowy wieczór?

- Mam nadzieję, że w spotkaniu z Holandią zobaczymy zupełnie inną reprezentację. Chciałbym się bardzo mylić w swojej krytyce. Nie sądzę, aby ktoś mógł przejść obok meczu, jak to miało miejsce z Włochami. Wierzę, że w spotkaniu z Holandią będziemy widzieć przynajmniej walkę na boisku. Chociaż w trakcie meczu z Włochami nie poznawałem zespołu także pod względem fizycznym. Odbiegaliśmy od rywali taktycznie, mentalnie, ale także fizycznie. Nie mogliśmy nadążyć w tym spotkaniu za rywalami. W momencie, gdy Wojciech Szczęsny miał piłkę, to polscy zawodnicy mieli głowy spuszczone między "cojones" i nikt nie chciał piłki rozgrywać. Mental siadł po 10 minutach.

Spekuluje się, że to był najgorszy mecz reprezentacji Polski od kilkudziesięciu lat. Czy jest Pan w stanie przypomnieć sobie jakieś gorsze spotkanie w wykonaniu Biało-czerwonych?

- Mam świadomość tego, że w reprezentacji też nie zagrałem dobrze. Nie byłem asem. W każdym razie chyba nawet porażka z Łotwą za kadencji Zbigniewa Bońka nie była tak zła. Chociaż w tym meczu gra także była fatalna. W każdym razie po tamtym spotkaniu ówczesny selekcjoner niedługo potem zrezygnował. Sam dostrzegł zatem, że nie wszystko funkcjonowało tak, jakby tego chciał.

Mecz z Holandią według Pana da odpowiedź, co dalej z selekcjonerem Jerzym Brzęczkiem?

- Nie chcę wyciągać daleko idących wniosków, ale spotkanie z Holandią powinno zweryfikować trenera, zawodników i całe otoczenie kadry, aby każdy mógł mieć czyste sumienie.

Myśli Pan, że to odpowiedni moment na ewentualną zmianę selekcjonera, mając na uwadze to, że już w marcu zaczynają się eliminacje do mistrzostw świata i żadnych meczów kontrolnych reprezentacja Polski przez najbliższe kilka miesięcy nie zagra?

- Jestem w tej uprzywilejowanej pozycji, że ja żadnej decyzji podejmować nie muszę. Ja oceniam to, co widzę. Oczywiście każdemu może przytrafić się słabszy dzień, każdy może zaliczyć słabsze spotkanie. My jednak mówimy o meczu, który dla reprezentacji Polski się nie odbył. Polskiej drużyny nie było w miejscu rozegrania spotkania.

Kamil Glik wprost powiedział po meczu, że nie jesteśmy tak mocni, jak reprezentacje Włoch, Niemiec, Hiszpanii, czy innych czołowych ekip w Europie.

- Najłatwiej powiedzieć, że nie jesteśmy w stanie rozegrać spotkania z Włochami. Tylko warto przypomnieć, że ten sam Kamil Glik jeszcze niedawno grał w AS Monaco, gdzie odnosił sukcesy. Może zatem Kamil Glik powinien sobie zadać pytanie, czy jest w stanie grać na takim poziomie? Najlepiej niech każdym wypowiada się za siebie, a nie za innych.

Mecz z Holandią powiedział Pan, że powinien być weryfikacją także piłkarzy. Co miał Pan na myśli?

- Największą wadą tej reprezentacji jest to, że wielu zawodników jest przyzwyczajonych do tego, że oni zawsze muszą grać. Od tego zaczyna się mizeria każdego zespołu. Trener Joachim Loew potrafił zrezygnować z trzech takich zawodników jak: Jerome Boateng, Mats Hummels i Thomas Mueller. Czy takie radykalne kroki są możliwe w polskiej drużynie? Ja myślę, że nie ma odwagi cywilnej, aby jednemu, drugiemu, czy trzeciemu zawodnikowi powiedzieć prosto w oczy, że już nie prezentuje poziomu reprezentacyjnego.

O ten poziom reprezentacyjny zawodnicy muszą dbać codziennie w klubie na treningach. Żeby tak jak Cristiano Ronaldo w wieku 35 lat, czy Robert Lewandowski w wieku 32 lat byli w najlepszej formie, bo to jest możliwe.

Napastnik Bayernu Monachium w sprzecznej opinii do Kamila Glika wypowiadał się tak, jakby dawał do zrozumienia, że drużyna ma w sobie duże pokłady skumulowanej energii.

- Robert Lewandowski doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że tę drużynę stać na dużo, dużo więcej. Ja też to wiem. Reprezentacja Polski składa się obecnie z piłkarzy, którzy grają w zespołach występujących Lidze Mistrzów, czy w Lidze Europy. To są zawodnicy, którzy nie są wprowadzani na końcówki spotkań, ale decydują o sile swoich zespołów.

W czym upatrywać lepszych czasów dla reprezentacji Polski?

- Praca z młodzieżą moim zdaniem jest coraz lepsza. Pojawia się coraz więcej młodych zawodników, którzy zaczynają dojrzale grać w piłkę. Jest taki Lech Poznań, który gra w Lidze Europy, grając jak równy z równym z Benfiką Lizbona, czy Rangersami. Wszystko jest w głowie. Jeśli jest odpowiednie nastawienie, to wszystko jest możliwe. Nie można tłumaczyć własnych słabości, że my czegoś nie możemy.

Rozmawiał Łukasz Pawlik
OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 0 komentarzy